piątek, 31 października 2008

Gospodarza pilnującego domków letniskowych  odwiedza nieznajomy aby kupić od niego fasoli. Gotowej fasoli nie ma wiec obaj przystępują do łuskania. Przy łuskaniu toczy się wciągająca rozmowa a my w książce mamy monolog gospodarza.

„Bohater Traktatu... w monologu skierowanym do tajemniczego przybysza podczas jednego dnia spędzonego na wspólnym łuskaniu fasoli dokonuje bilansu całego życia. Opisuje traumatyczne przeżycia z czasów wojny, okres młodzieńczych złudzeń i pasji, lata „nauki i wędrówki”, poszukiwanie zarobku na obczyźnie, wreszcie powrót do kraju. Misternie skonstruowana, przeplatającą perspektywy czasowe powieść jest próbą przeniknięcia sensów ludzkiego losu. Autor usiłuje odkryć relacje pomiędzy przypadkiem i przeznaczeniem, istnieniem autentycznym i pozornym, zwykłym życiem i szaleństwem.Traktat o łuskaniu fasoli to wielka powieść metafizyczne. Mistrzostwo Mysliwskiego polega na tym ze drążąc Tajemnice, nie szuka on łatwych rozwiązań ani pocieszenia. Nakazuje poznawać najważniejsze pytania z odwaga i pełną świadomością, ze na wiele z nich nie otrzymamy odpowiedzi”

Czytając opis na okładce nie powiem aby książka wydawała się interesująca, ale słyszałam już o niej wiele dobrego i to mnie skusiło.

Nie żałuję. Książka jest rewelacyjna. W prosty sposób sięga do najważniejszych trudnych sprawach ale nie poucza, nie zmusza do myślenia, nie atakuje wielkimi słowami. Normalny prosty człowiek snuje opowieść swego życia, przy czy wywołuje emocje, czasem wzrusza.

Czyta się lekko i przyjemnie mimo iż dotyczy nie łatwych spraw.

Na pewno sięgnę po inne książki Mysliwskiego. W końcu to pierwszy laureat Nagrody Nike.

Naprawdę warto przeczytać.

Wiesław Myśliwski "Traktat o łuskaniu fasoli", Wydawnictwo Znak, Kraków 2007

środa, 29 października 2008

Nie bardzo wiem jak zacząć kolejny wpis. Trudno mi jednoznacznie określić książkę o której chce napisać. Trudno mi nawet napisać jednoznacznie czy mi się podobała czy nie. Zacznę może od początku.

Za „Spóźnionych kochanków” Williama Whartona zabierałam się już bardzo długo, jednak skusiłam się dopiero teraz. Sam styl Whartona bardzo mi się podoba, mimo iż w powieści zupełnie brak realizmu. Sam pomysł na powieść również jest rewelacyjny, książka wciąga i zachwyca.

„Jack- amerykański biznesmen – porzuca świat interesów, aby na powrót odkryć swoje życie, malując ulice Paryża i żyjąc jak kloszard. Spotkanie z Mirabelle, niewidomą siedemdziesięcioletnią kobietą, odmienia całe jego życie. Związek, który się miedzy nimi rodzi, okazuje się zaskakujący, potężny, niewinny, a jednoczenie głęboko erotyczny. Spóźnieni kochankowie to cudownie ciepła opowieść o miłości, która pokonuje wszelkie bariery, nawet barierę śmierci”

Teraz może chwile o tym co było u mnie na „nie”. Otóż absolutnie nie dotarły do mnie opisy miłosnych uniesień głównych bohaterów. Momentami czułam się wręcz zniesmaczona.

Rozmawiałam na temat książki ze znajomymi. Odczucia  zażenowana opisem scen miłosnych Jacka i Mirabelle nie są tylko moja domena. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić staruszkę nie wiem jak sprawna i piękna w niedwuznacznej sytuacji z młodszym od siebie o 30 lat mężczyzną. I te wciąż powracające pragnienia Mirabelle. Najpierw nie chce umierać jako dziewica, później żałuje ze nie może mieć dziecka z Jackiem. Jakoś do mnie to nie przemawia. Choć oczywiście fani Whartona maja prawo do innego zdania, o gustach wszak się nie dyskutujeJ

Sama powieść pokazuje ze wiek nie ma wpływu na miłość, ze każdy, zawsze i wszędzie może znaleźć swoja bratnia dusze. Przyjaźń, miłość, namiętność, erotyzm, szczerość, pełna akceptacja  to niezwykła mieszanka którą znajdziemy w  powieści .

 

WilliamWharton "Spóźnieni kochankowie" Rebis, Poznaź 2008

wtorek, 21 października 2008

Pisze ze aż się boje bo po „Żonie podróżnika w czasie” znowu trafiłam na książkę która odpowiada mi pod każdym wglądem. Boje się co będzie dalej bo prace domowe odkładam na później a zupełnie nie wiem kiedy to później nastąpi. Biorąc pod uwagę moje szczęście w doborze lektur nie nastąpi szybkoJ

W ciągu jednego miesiąc trafiłam na dwie książki które bardzo mi się spodobały. Właśnie skończyłam drugą z nich. Mowa o „Złodziejce książek” Markusa Zusaka.

Książka odbiła się szerokim echem po wielu forach internetowych wiec i ja postanowiłam sprawdzić kto ma racje, jej przeciwnicy czy zwolennicy.

Po pierwsze książka zaskoczyła mnie stylem pisania. Zaskoczyła bardzo pozytywnie. Narratorem  powieści jest śmierć i to głównie z jej perspektywy poznajemy losy bohaterów. Cala powieść dzieje się w czasach II wojny Światowej i wplecionych w nią losach niemieckiej dziewczynki. Liesel zostaje oddana do rodziny zastępczej. Jej matka decyduje się na ten krok aby ratować życie swojej córki. Dziewczynka powoli uczy się żyć w nowym domu, powoli rodzi się jej miłość do nowych rodziców, zwłaszcza do ojca.  Rodzice postanawiają wziąć pod swój dach Żyda  któremu chcą pomoc przeżyć wojnę. W ten sposób rodzi się przyjaźń pomiędzy niemiecka dziewczynka a przyjętym pod dach, a właściwie do piwnicy  Maxem.

Książka jest naprawdę poruszająca, dająca do myślenia, refleksyjna Jest wzruszająca, ale nie patetyczna.

Wśród przeciwników książki znalazły się glosy ze źle się ja czyta ze względu na podział na krótkie fragmenty, dla mnie była to wręcz zaleta. Pozwalało to dozować sobie przyjemność czytania, pozwalało wczuć się w zmęczonego narratora . Przecież śmierć w czasie wojny ma najwięcej do roboty...

Być może książka spodobała mi się tez z innego powodu. Może znalazłam pewne podobieństwo do Liesel w sobie, Tez jestem skłonna do poświęceń aby zdobyć cos do czytania...

Naprawdę polecam

  

Markus Zusak „Złodziejka książek” Nasza Księgarnia, Warszawa 2008

środa, 15 października 2008

Wybierając akurat ta książkę z oferty księgarni internetowej liczyłam ze będzie to cos psychologiczno-pedagogicznego co zasili moja zawodowa biblioteczkę;). Poczułam sie lekko zaskoczona zaczynając czytać. Było to jak najbardziej pozytywne zaskoczenie. Książka wciąga już po przeczytaniu kilkudziesięciu  stron.

„Pełna nadziei, przejmująca opowieść o poświeceniu i sile miłości matki.

Adam zostaje znaleziony w lesie przy zwłokach szkolnej koleżanki. Policja zamierza go przesłuchać, jednak chłopiec cierpi na autyzm i nie jest w stanie powiedzieć, co się wydarzyło...Po tym traumatycznym przeżyciu jeszcze bardziej zamyka się we własnym, niedostępnym dla innych świecie. Matka Adama, Cara, stara się dotrzeć do synka, W skrawkach zdań, w ledwo zauważalnych zmianach w jego zachowaniu próbuje odnaleźć ślady prowadzące do prawdy...”

Książkę czyta się jak dobry kryminał, a w całą historie rozwikłania morderstwa wplecione są losy Adama i jego wciąż wierzącej w cud matki. To niezwykle ile jest siły w rodzicu niepełnosprawnego dziecka, ile jest w stanie znieść, ile jest w stanie włożyć pracy w walkę dla dobra dziecka. Cara nawet przez moment się nie poddaje mimo wszelkich przeciwności, mimo iż inni nie wierzą w możliwości Adama.

Tragiczne wydarzenia w szkole pozwalają jej pogodzić się z przeszłością, zacząć żyć inaczej, normalnie, inaczej spojrzeć na Adama.

Autorka książki Cammie McGovern sama jest matka dziecka autystycznego wiec zna ten temat „od podszewki” Sama opracowała specjalne nowatorskie techniki uczenia aby udoskonalić rozwój swojego a później i innych dzieci. Więcej na ten temat tutaj http://www.cammiemcgovern.com/resources.html

Książce patronuje Fundacja Anny Dymnej – Mimo Wszystko

http://www.mimowszystko.org/

Polecam

Cammie McGovern "Spójrz mi w oczy",Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2008

 
wtorek, 07 października 2008
Pogoda nie sprzyja spacerom i pewnie zostanie tak już aż do wiosny. Takie deszczowe popołudnia to rewelacyjny czas na książkę, herbatkę i kocyk.

„Siostry”Lori Lansen przeczytałam właśnie w takie jesienne popołudnia. Nie wiem dokładnie ile ich było ale na pewno niewiele. Mimo iż książka ma ponad 400stron czyta się ja szybko i zachłannie.

 

„Rose i Ruby Darlen sa siostrami, ale nie zwyczajnymi. Obie urodziły się razem, zrośnięte głowami, ze wspólnym układem krwionośnym, dlatego tych sióstr syjamskich nie można było rozdzielić. Młoda matka porzuciła je po urodzeniu w szpitalu, gdzie zajęła się nimi cudowna pielęgniarka, która wraz z mężem, emigrantem ze Słowacji adoptowała j, kochała i mądrze wychowywała. „Ciocia” Lovey okazała się dla bliźniaczek najwspanialszym darem niebios” 

Książka jest czymś w rodzaju autobiografii obu sióstr. Głównym narratorem jest silniejsza z bliźniaczek Rose, chociaż są tez krótkie fragmenty pisane przez druga z sióstr Ruby. Niezwykle opisy życia razem mimo tak wielu różnic charakteru, zainteresowań. Przykład jak tego jak można żyć tak blisko siebie a wciąż się zaskakiwać, jak żyć pełnią życia nie będąc do końca sprawnym. Siostry żyją razem, pracuje razem, a nawet kochają.

str.5

„Nigdy nie spojrzałam w oczy swojej siostrze. Nigdy nie kąpałam się sama. Nigdy nie stałam w nocy na trawie i nie wznosiłam rąk do urzekającego księżyca. Nigdy nie skorzystałam z ubikacji w samolocie. Ani nie nosiłam kapelusza. Ani nie byłam całowana. Nigdy nie prowadziłam samochodu. Ani nie przespałam całej nocy. Nigdy nie odbyłam prywatnej rozmowy. Ani samotnego spaceru. Nigdy nie wspięłam się na drzewo. Ani nie wtopiłam się w tłum.”

Rewelacyjna książka dająca do myśłenia. Pozwala dostrzec "szczęścia"codzinnego dnia. Polecam. 

Lori Lansen "Siostry", Nowa Proza, Warszawa 2008

czwartek, 02 października 2008

Ponieważ przez chorobę K. Jestem „uwięziona” w domu  a do tego doszła nie działająca telewizja, dużo czytamy. I chociaż kolejna lekturka nie była zbyt wysokich lotów to myślę ze wspomnieć jednak o niej wypada, chociażby tak dla ostrzeżenia przed sięganiem po tego typu książki;)

„Ania – młoda i wrażliwa dziewczyna z niełatwą przeszłością. W pracy rozmawia z kwiatami. W domu marzy o mężczyźnie który ja pokocha. Marcin od razu wpada jej w oko, ale czy Ania odnajdzie się w jego świecie?

Marcin- przystojny cynik i notoryczny kłamca. Lubi kosztowne rozrywki i kobiety. Na stały związek nie ma jednak ochoty. Dlaczego? Może w tłumie pięknych kobiet nie potrafi dostrzec tej „jedynej”...

A co robi w naszej opowieści kaktus? Cóż, Ania, która kocha kaktusy i mówi do nich po imieniu, to chyba jedyna osoba, która w Marcinie- kłamcy i cyniku, potrafi dostrzec cos dobrego...i zapragnie go zmienić. Czy wtedy kolczasty kaktus zakwitnie pięknym kwiatem?”

„Nie kłam kochanie” duetu Łebkowska & Kotarska to takie czytadelko. Już miałam na końcu języka żeby dodać „babskie czytadełko” ale to określenie zupełnie mi się nie podoba. Bo niby czemu jak cos kiepskiej jakości od razu ma być przeznaczone dla kobiet?

„Nie kłam kochanie” to taka trochę współczesna wersja Kopciuszka. W historyjkę opowiedziana przez obie ponieważ trudno uwierzyć choć chyba w zamierzeniu miała być realistyczna.

Marcin to facet który ceni luksus, uwielbia szybkie samochody i takie tez kobiety. Zakochuje się w nim „kopciuszek”- Ania. Cala książka zmierza do tego aby dwoje bohaterów się spotkało i pokochało i tak tez się kończy. Przepraszam jeśli komuś zepsułam „przyjemność" czytania zdradzając zakończenie ale było ono do przewidzenia już na samym początku.

Książke przeczytałam i ciesze się że nie wydałam na nią pieniędzy. Sięgnełam po nią szybkim ruchem przy okazji ostatniej wizyty z dziećmi w bibliotece. I całe szczęście bo przy okazji ostatniego pobytu w Pl widziałam ja w Empiku i nawet lekko kusilo mnie zeby ją kupić. Ale cóż sie dziwić, wtedy kusi mnie wszystko co da się przeczytać:)

"Nie kłam kochanie' Ilona Łebkowska, Maja Kotarska, Wyd.Bliskie, Warszawa 2008

środa, 01 października 2008

Chociaż teraz na wpis blogowy czeka inna powieść postanowiłam troszkę zmienić kolejność. Właśnie skończyłam czytać „Żonę podróżnika w czasie” Audrey Niffenegger i jestem pod jej ogromnym wrażeniem.

Clare urocza studentka sztuk pięknych i Henry, niekonwencjonalny bibliotekarz, spotkali się po raz pierwszy, gdy ona miała sześć lat, a on trzydzieści sześć. Kiedy Clare skończyła dwadzieścia trzy, a Henry trzydzieści jeden lat- zostało małżeństwem. Choć wydaje się to niemożliwe, jednak jest prawdziwe. Henry bowiem to jedna z pierwszych osób na świecie, u której wykryto rzadkie zaburzenie genetyczne ;od czasu do czasu jego biologiczny zegar uruchamia się na nowo i Henry przemieszcza się w czasie. Znika nieoczekiwanie, pozostawiając po sobie tylko stosik ubrań. Nigdy nie wiem, gdzie się znajdzie i jaka będzie otaczającą go rzeczywistość.

Odmierzając swoja miłość kolejnymi spotkaniami, oboje za wszelka cenę próbują wieść normalne życie...”

Tak napisanej książki o miłości nie czytałam już dawno, może nawet nigdy. Sposób w jaki Niffenegger przeplata epizody z życia Clare i Henrego jest niesamowity. Przeszłość, przyszłość i teraźniejszość splata się z tęsknota, życiem a przede wszystkim miłością tych dwojga.Nic dziwnego ze książkę przetłumaczono na 35 języków. Az trudno uwierzyć ze to debiut literacki tej autorki.

Str.457

„Przyglądam się uważnie jej twarzy. W kącikach oczu i ust pojawiło się kilka zmarszczek, które stanowią zapowiedz tego, jak będzie wyglądała Clare w średnim wieku. Nigdy jej takiej nie zobaczę i bardzo mi tego żal. Żal mi widoku twarzy, z która Clare będzie żyć beze mnie, której nigdy nie będę całował, która będzie należeć do nieznanego mi świata. Będzie tylko wspomnieniem Clare związanym na dobre z odległa przeszłością”

Podróżujący w czasie Henry i wciąż czekająca na niego Clare, to para idealna, miłość trwająca mimo wszystko, mimo ogromnych przeciwności losu i pokus.Wciąż dryfujący w czasie Henry i czekająca na niego Clare, czekająca aby wreszcie spotkać go w terażniejszości, zeby wreszcie żyć z nim tu i teraz. Naprawde polecam!

 

Audrey Niffenegger "Żona podróżnika w czasie" Świat Książki,Warszawa 2007

 
Zakładki:
Lista życzeń
Moje ulubione
Przeczytane w 2008 roku
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2010 roku

Custom Myspace Clock

Odsłony strony