wtorek, 13 stycznia 2009

Fastryga” Grażyny Jagielskiej to poruszająca historia życia kobiet naznaczonych piętnem nieszczęścia.

Fastryga to opowieść o trzech pokoleniach kobiet, których losy naznaczone są tajemniczym piętnem. Czy ich życiem kieruje Zło, które zadomowiło się w rodzinie Werskich jeszcze w czasie okupacji? A może to tylko pamięć, całymi latami domagająca się wyzwolenia od kłamstw i niedopowiedzeń? Cokolwiek to jest, niszczy życie kobiet, zatruwa ich wzajemne stosunki i relacje ze światem. Książka Grażyny Jagielskiej to także przenikliwe studium wzajemnego zniewolenia i przemocy w rodzinie, konsekwentnie ukazywane z dwóch perspektyw- sprawcy i ofiary. Intrygująca narracja i świetne portrety psychologiczne sprawiają, że Fastryga to powieść o wielkiej sile wyrazu”

Krystyna- w sytuacji kryzysowej porzucona przez męża, samotnie wychowuje dwie córki i opiekuje się chorą teściową. Ewa- córka Krystyny, kocha malarstwo, jednak musi je porzucić ze względu na swego męża tyrana, który wciąż ja bije. Mela- druga córka Krystyny, jako dziecko spada ze schodów i już nigdy nie odzyskuje pełnej sprawności. Ginie pod kołami pociągu niesiona jakąś tajemniczą siłą. Wszystkie one połączone są jakąś tajemnicą, tajemnicą nieszczęścia, poczuciem samotności, przemilczaniem tego co naprawdę ważne.

Tytułowa fastryga to to czego miedzy nimi brak, brak im nawet wątłej nitki porozumienia. Brak „fastrygi” rodzi kolejne nieszczęścia.

Mimo iż książka jest smutna czyta się ją rewelacyjnie. Trzyma w napięciu. Autorka zastosowała bardzo ciekawy typ narracji, która wciąga, naprawdę pozwala wczuć się w to co przezywają bohaterki.

Przemoc w rodzinie Ewy ukazana jest zarówno oczami prześladowanej kobiety, jak i oczami jej prześladowcy męża. Ta sytuacja okazuje się trudna nawet dla niego. Próbuje walczyć sam ze sobą, jednak ponosi klęskę.

Okazuje się że „Fastryga” jest debiutem Grażyny Jagielskiej. Według mnie bardzo udanym.

 

Grażyna Jagielska "Fastryga" WAB, Warszawa 2006

 
poniedziałek, 12 stycznia 2009

Czternaście historii, czternaście kobiet, czternaście zbrodni. „Polskie morderczynie” Katarzyny Bonda to Wywiady, rozmowy z kobietami które popełniły lub kierowały najgłośniejszymi morderstwami ostatnich lat. To o nich było głośno w prasie i telewizji.

„Czternaście kobiet. Łączy je jedno – zbrodnia. Ich procesy relacjonowały wszystkie media w Polsce. Wykreowały wizerunek złych, zdegenerowanych, pozbawionych ludzkich uczuć, bezlitosnych bestii często w pięknej skórze. Jak to możliwe, ze te kobiety wzięły udział w tak brutalnych zbrodniach, same zabiły, albo wszystko ze szczegółami zaplanowały, a do wykonania morderstwa posłużyły się rękami mężczyzn? Jakie są? Skąd wzięła się ich agresja? Zbrodnia podzieliła ich życie na pół. I tak też Katarzyna Bonda starała się je pokazać. Nie usprawiedliwia ich. Nie udowadnia, ze nie ma w nich zła. Wiele z tych kobiet po raz pierwszy udzieliło wywiadu, którego odmawiały dziennikarzom latami. Mówią o rożnych aspektach życia :o miłości, macierzyństwie, pieniądzach, marzeniach, śmierci...Ich zbrodnie poznajemy z rozdziałów, które powstały na podstawie akt sądowych. Morderczynie zgodziły się ujawnić swoje twarze.”

 Temat trudny i trudno mi o nim pisać. To co jest na plus w tej książce to brak oceny. Nikt nie stara się na siłę ustalić czy rzeczywiście prawda, którą przedstawiają kobiety rzeczywiście taka była. Nikt ich nie ocenia, nie wybiela, nie udowadnia. To zostaje  niedopowiedziane, sami sobie odpowiadamy na to podczas lektury. Każda historia zaczyna się przed zbrodnią. Morderczynie opowiadają o swoim życiu, rodzinie, pracy. Druga część rozdziału to to,  co się stało, czyli zbrodnia i wszystko co się wydarzyło po niej. Każda z nich dostała prawo do wypowiedzenia się, do pokazania swego ja, tego prawdziwego bądź tego wykreowanego dla więziennego życia.

To co mnie poruszyło, a nawet przeraziło to to, jak niewiele potrzeba człowiekowi by zabić. Błahy powód może być przyczyną tragedii. I pomijam tu aspekt finansowy. Porażające jest że wiele z tych kobiet właśnie w danej chwili „wpadło na pomysł” zabicia i to zrobiły. Działały pod wpływem chwili. Jak ogromny wpływ na nasze życie mają emocje. Okazuje się że zwłaszcza w przypadku kobiet jest to istotne. Potrafią manipulować mężczyznami, niewiele z nich okazuje skruchę. Czasem nie doszło by do zbrodni gdyby nie zbieg wydarzeń, gdyby środowisko w porę zareagowało, może gdyby rodzina byłaby inna.

Historia która najbardziej utkwiła mi w pamięci to śmierć Tomka Jaworskiego, a także to ze uczestniczyła w nim matka trojki dzieci. Nie potrafię pojąć co kierowało tą kobietą, bo to ze emocje akurat w tym przypadku jakoś trudno mi uwierzyć. Ale tak jak było w zamierzeniu tej książki oceniać nie będę bo i nie do mnie to należy.

Trudno mi natomiast odpowiedzieć na proste pytanie dla kogo jest ta książka. Dla osób szukających sensacji? Dla psychologów? Bo przez moment miałam nieodparte wrażenie ze książka może stać się swego rodzaju podręcznikiem mordercy. Mam nadzieje ze się jednak mylę. Może jest ktoś kto czytał „Polskie morderczynie” i podzieli się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Byłabym wdzięczna.

Powstała strona internetowa o książce www.polskiemorderczynie.pl , a wywiad z autorką przeczytać można w „Bluszczu”(grudzień 2008). Polecam

Katarzyna Bonda "Polskie morderczynie"Muza SA, Warszawa 2008

czwartek, 08 stycznia 2009

Po „Klub mało używanych dziewic” Moniki Szwaji sięgnęłam tak dla relaksu. Liczyłam na cos lekkiego, łatwego i przyjemnego. I nie pomyliłam się.

„Klub mało używanych dziewic to – wbrew prowokującej nazwie – cos niemal tak niewinnego jak drużyna harcerska. Matkami założycielkami są cztery interesujące kobiety, których celem nie jest złapanie wreszcie chłopa (nie da się ukryć, lata lecą), lecz – w pewnym sensie – poprawienie rzeczywistości. Mają w sobie cos z dzielnych pozytywistek, choć bron Boże, nie są w typie Siłaczek padający na posterunku. Skuteczność - to ich dewiza. Inteligencja i wdzięk pomagają im osiągnąć cele...”

Historia czterech przyjaciółek które podczas spotkania z okazji rocznicy matury, zakrapianego alkoholem, postanawiają założyć klub. Początkowo nie bardzo wiedza czym ma się on zajmować, ale bieg wydarzeń powoli klaruje ich działalność.

Alina- samotna matka dorastającej córki, Agnieszka- dyrektorka liceum rozmawiająca ze swoim kotem i nieistniejącymi narzeczonymi, Michalina- pracownik zieleni na cmentarzu i Marcela tkwiąca w toksycznym związku. Kobiety postanawiają zmienić otaczającą je rzeczywistość, przestać się użalać, zaczynają realizować siebie.

Czyta się jak już pisałam bardzo lekko i szybko. To taka lektura na niepogodę, nie tylko za oknem.

Monika Szwaja "Klub mało używanych dziewic" Wydawnictwo SOL, Warszawa 2007

 
wtorek, 06 stycznia 2009

Jestem znowu. Powoli rozpakowuje bagaże i szukam miejsca dla moich świątecznych książkowych prezentów i dla moich księgarnianych łupów.

Bardzo się cieszę ze święta spędziliśmy w Polsce. Pomimo trudów podroży, ogromnych korków, nic nie jest w stanie zabrać nam wspomnień wspólnej Wigilii, Bożego Narodzenia u babci i dziadka którzy mając troje własnych dzieci doczekali się sześciorga wnuków i dziesięciorga prawnuków i potrafią zebrać tą naszą ogromną brygadę przy świątecznym stole. Na pewno na długo zostanie z nami wspomnienie wspólnych wieczorów, kuligu i tego błysku radości w dziecięcych oczach.

Bardzo dziękuje za świąteczne życzenia i jeszcze raz życzę wszystkim odwiedzającym bloga Szczęśliwego Nowego Roku i żebyśmy wszyscy mieli takie swoje miejsce w których czujemy się szczęśliwi i bezpieczni, a wkrótce kolejna notka tym razem już typowo książkowa
czwartek, 18 grudnia 2008

Już jutro wyruszam w podroż do Polski. Bardzo się cieszę ze spędzę ten czas z rodzinką. Ponieważ nie wiem kiedy będę miała czas na kolejna notkę dlatego już dziś składam Wam Świąteczne Życzenia.

 Serdeczne życzenia wielu radosnych doznań z okazji Świąt Bożego Narodzenia, wszystkiego co najlepsze w każdym dniu nadchodzącego Nowego Roku, spełnienia, satysfakcji i zadowolenia  i oczywiście wielu rewelacyjnych lekturek  pod choinką

życzy Kimura.

 

wtorek, 16 grudnia 2008

Porażająca historia życia rodziny na tle prostytucji, handlu żywym towarem, pedofilii. „Dziwka” Martiny Cole to wciągająca lektura, trudno się od niej oderwać ale i trudno uwierzyć że takie życie istnieje naprawdę. Dla mnie to wszystko jest niepojęte.

„Dzieci są dla Joanie Brewer całym światem. Gotowa jest zrobić wszystko, byleby tylko zawsze były najedzone i dobrze ubrane, zarabia dla nich pieniądze nawet na ulicy. Bo Joanie Brower jest prostytutką. Żyje w ciągłym strachu, że któreś z dzieci zostanie jej pewnego dnia odebrane. Osiemnastoletni Jon Jon jest po szyje zanurzony w światku przestępczym, a Jeanette, zaledwie czternastoletnia, wie o życiu znacznie więcej, niż powinna. Jednak Joanie najbardziej przeraża los Kiry, ponieważ w świecie, w którym nikomu nie można ufać, Kira – jedenastoletni aniołek swojej mamusi – jest najbardziej ze wszystkich jej dzieci podatna na niebezpieczeństwa. Pewnego dnia Kira znika i spełniają się najgorsze obawy Joanie. Wydaje jej się, ze wie, co się mogło stać z dziewczynką, ale obsesja, aby poznać cala prawdę, grozi zagładą reszty jej rodziny”

Joanie stara się być dobra matką, dzieci są najedzone, w domu panuje porządek. Jednak zajęcie jakim się para nie wydaje się odpowiednie dla matki trojki dzieci. Joanie pracuje na ulicy, a później z pomocą przychodzi jej przyjaciel, stręczyciel, i załatwia prace w salonie masażu. Wszystko zaczyna się powoli układać, aż do dnia w którym najmłodsze dziecko Joanie nie wraca do domu. Na nic zdają się poszukiwania na szeroka skale. Dziecko przepadło. Prawda jaka poznajemy na końcu książki jest przerażająca. Kira padła ofiarą siatki pedofilskiej, w skład której wchodzili znajomi jej matki, brata, sąsiadów.

Ksiażke mimo trudnej tematyki czyta się dobrze, akcja wciąga, wciąż chce się wiedzieć co będzie dalej. Trzyma w napięciu.

Mroczne, nocne życie Londynu, ludzie ze światka przestępczego, prostytucja, zaniedbywanie dzieci, w takim otoczeniu dorastają dzieci Joanie. Samo to podpowiada że opowieść zakończy się tragicznie. Thriller pełną miarą.

Martina Cole "Dziwka" Zysk i S-ka, Poznań 2006

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Jerzy i tajny klucz do wszechświata” Lucy i Stephena Hwking. Rewelacja! Książka po trosze przygodowa, po trosze naukowa a co najważniejsze mimo iż zaadresowana do dzieci zainteresuje niejednego dorosłego.

Jerzy, syn ekologów, zupełnie przypadkiem poznaje swoich nowych sąsiadów, naukowca Eryka i jego córkę Annę. I to za ich przyczyną zaczynają się jego przygody. Eryk to zapalony badacz kosmosu. Ma na swój użytek komputer nowej generacji, który pozwala na podróże w kosmosie – Kosmosa. To dzięki niemu Jerzy również zaczyna się interesować kosmosem i odbywa swoja pierwszą podroż w kosmos.

Reszty fabuły zdradzać nie będę bo nie o to tu chodzi. Lepiej sięgnąć po książkę i ją po prostu przeczytać.

Dodam jeszcze tylko ze obok pozytywnych bohaterów znajdziemy tu również „czarne charaktery” które całej historii nadają ten ostatni szlif, taka „kropka nad i”.

Książka zawiera bardzo wiele kolorowych zdjęć i ilustracji kosmosu, wiele  szczegółowych, naukowych informacji, ale podanych w taki sposób, że same, bez wysiłku z naszej strony pozostają w głowie wręcz mimowolnie. U nas zapoczątkowała fale żywego zainteresowania wszystkim co ma związek z kosmosem, niebem, planetami.

Pierwszy raz spotkałam się z taką bajką do dzieci. Nie wiem czy słowo bajka w ogóle tutaj pasuje. Dla mnie bajka zawsze kojarzyła się ze stara historią a tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie nowym. „Jerzy i tajny klucz do wszechświata” ciekawa opowieść a przy tym jeszcze masa interesujących faktów, połączenie prawdy z since fiction. Fakty naukowe podane w lekki, interesujący sposób. Być może tak właśnie powinny wyglądać podręczniki szkolne. Gorąco polecam.

 

Lucy i Stephen Hawking „Jerzy i tajny klucz do wszechświata” Nasza Księgarnia, Warszawa 2008

piątek, 12 grudnia 2008

Do świąt coraz mniej czasu, a ponieważ święta spędzam w Polsce więc czasu na bloga pewnie będę miała mało. Kilka książek przeczytanych w ostatnim czasie czeka na notkę, dlatego dziś będą dwie.

„Czułość wilków” to mieszanka kryminału, historii, miłości. To opowieść tocząca się na zimnych pustkowiach Kanady XIX wieku.

„Pokryte śniegiem pustkowia Kanady tworzą tło niczym z opowieści Jacka Londona, a błąkające się sfory wilków są niejako motywem przewodnim. Dlatego formuła powieści wykracza daleko poza konwencje kryminału, zapraszając czytelnika do świata zapomnianej kultury rdzennych Amerykanów i świata burzliwej, namiętnej miłości.”

W tajemniczych okolicznościach znika z domu siedemnastoletni Francis Ross, a w krotce potem jego matka odkrywa zwłoki oskalpowanego przyjaciela Fracisa, handlarza skórami, Francuza  Laurenta Jameta.  Kobieta wyrusza na poszukiwanie syna, który staje się głównym podejrzanym o tą zbrodnie. Wyrusza w nieznane przez opustoszale, pełne dzikiej zwierzyny tereny. W ślad za nią wyruszają kolejne osoby chcące poznać prawdę i schwytać mordercę..

Te mroźne i wyludnione tereny, dramatyczne wydarzenia związane z wędrówką wyzwalają w bohaterach powieści ich prawdziwe uczucia, pokazują prawdę o ich charakterach.

Książka podzielona jest na dość krótkie rozdziały, każdy poświecony innej postaci ,a to sprawia że ciężko się ją czyta. Jednak rozwijająca się akcja sprawia że chce się czytać dalej. Ciekawość jest silniejsza. Co ważne mimo iż powieść kończy się odnalezieniem mordercy, nie jest to w niej najważniejsze. Ważniejsze staje się to że stopniowo każdy  z bohaterów poznaje swoje prawdziwe ja, niektórzy poznają prawdę o swoich bliskich, mierzą się z rzeczywistością o której istnieniu nierzadko nie mieli pojęcia.

 Istotne jest również to że akcja powieści toczy się zimą. Bardzo obrazowe opisy zimowych krajobrazów pozwalają lepiej wczuć się w akcje zwłaszcza o tej porze roku.

Serdecznie polecam

 

Stef Penney „Czułość wilków” Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2008

Wnuczka Pana Linha” to zdecydowanie książka wzruszająca, taka którą czyta się jednym tchem, książka z całą pewnością warta przeczytania.

„Stary człowiek stoi na rufie statku. Przyciska do piersi lekką walizkę. Ten stary człowiek to Pan Linh. Tylko on wie, że się tak nazywa, gdyż wszyscy z jego otoczenia, którzy to wiedzieli, nie żyją.

Stoi na rufie statku i spogląda w kierunku znikającego w oddali kraju, krainy przodków i zmarłych; dziecko, które trzyma w ramionach, śpi. Kraj odpływa w bezkres, staje się nieskończenie maleńki i Pan Linh całymi godzinami obserwuje, jak ginie za horyzontem...”

„Tak rozpoczyna się podroż, w która wyruszył Pan Linh ze swoja wnuczką. Jest uchodźcą i musi zacząć nowe życie w wielkim mieście obcego kraju. Nie spodziewa się nawet, że zawrze niezwykłą przyjaźń z nieoczekiwanie poznanym „wielkim mężczyzną”, Panem Barkiem, z którym porozumie się bez słów. Czy ta przyjaźń pozwoli Panu Linhowi pokonać przeciwności losu?”

Pan Linh traci syna i synową w wyniku wybuchu bomby. Z tej tragedii ratuje się tylko ich dziecko, maleńką wnuczka Pana Linha i lalka z urwaną głową. Starzec zabiera dziecko i wyrusza z nią za ocean w poszukiwaniu dla niej lepszego życia. Mała dziewczynka Sang Dieu daje mu siłę, dla niej żyje wśród ludzi którzy kompletnie nie rozumieją jego języka. W wielkim mieście podczas spaceru spotyka Pana Barka. I chociaż mężczyzn dzieli wszystko, nie mówią nawet tym samym językiem zaczyna łączyć ich przyjaźń

Niewielka książeczka Philippe Claudela zaskakuje puentą ale o tym pisać nie będę. Namawiam do przeczytania, bo naprawdę warto.

 

Philippe Claudel "Wnuczka Pana Linha" Czytelnik, Warszawa 2006

poniedziałek, 08 grudnia 2008

Zegar słoneczny” Maarten’t Hart to odrobinę kryminału, odrobinę psychologii a przede wszystkim książka którą przyjemnie się czyta, zwłaszcza w takie chłodne wieczory jak teraz.

„Kiedy atrakcyjna, niekonwencjonalna Róża Berczy umiera – jak twierdzą lekarze- na udar słoneczny. Leonie Kuyper, jej przyjaciółka, dziedziczy po Róży wszystko – w zamian za opiekę nad jej trzema kotami. Chcąc, by zwierzęta jak najprędzej ja zaakceptowały, upodabnia się zewnętrznie do zmarłej. Potem zaczyna także zmieniać swą osobowość.Leonie poznaje wiele osób z otoczenia swej zmarłej przyjaciółki i kilka jej życiowych tajemnic. Podobnie jak przyjaciel Róży, uważa ze została ona zamordowana. Postanawia na własna rękę rozwiązać tę zagadkę. Prawda okazuje się trudna do przyjęcia...„Zegar słoneczny” można nazwać powieścią psychologiczno-kryminalną. Problem rozwiązania zagadki schodzi tu na dalszy plan wobec barwnego świata postaci, a przede wszystkim wobec obserwacji zmian psychiki głównej bohaterki. Siłą tej prozy jest poczucie humoru, zaskakiwanie nagłymi zwrotami akcji. Każda z pojawiających się postaci, nawet drugoplanowa, to mistrzowsko, często komicznie narysowany portret”

Całość to w pewnym sensie studium przypadku. Mamy tu doczynienia z przeobrażaniem się głównej bohaterki pod wpływem śmierci przyjaciółki. Stopniowo jak zamieszkuje w odziedziczonym po zmarłej mieszkaniu, poznaje sąsiadów, zwyczaje, sekrety przyjaciółki zaczyna się do niej upodabniać. Najpierw zewnętrznie. Zmienia fryzurę, maluje paznokcie, zaczyna ubierać się w jej ubrania. A potem próbuje mówić tak jak ona, zachowywać się, myśleć. Wątek kryminalny nie jest tutaj najistotniejszy. Wciąż pojawiają się nowi podejrzani, nowe domysły. Nie pomaga to jednak w rozwiązaniu zagadki śmierci Róży.

W pewnym momencie przestałam się nawet zastanawiać nad tym kto zamordował Róże, zupełnie skupiając się na postawie Leonie. To pewnie przez moje skrzywienie zawodowe;)

 

Maarten’t Hart „Zegar słoneczny” Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006

1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
Lista życzeń
Moje ulubione
Przeczytane w 2008 roku
Przeczytane w 2009 roku
Przeczytane w 2010 roku

Custom Myspace Clock

Odsłony strony